Ząbkowska, do niedawna zwana kanionem ruder, była przez dziesięciolecia jedną z najbardziej zaniedbanych praskich ulic. Straszyły wyrwane balkony, goła, poczerniała cegła, zapuszczone podwórka. 

Gdy w 2001 roku rozpoczął się remont stuletnich kamienic, po paru miesiącach można było przecierać oczy ze zdumienia. Pastelowe tynki fasad ozdobily gzymsy, opaski wokół okien i stiukowe detale. Część z nich wykonano w Pracowni Sztukatorskiej „Dekorumn, która istnieje przy Ząbkowskiej 4, nieprzerwanie od 1947 roku. 

W pracowni można kupić listwy, rozety, gzymsy, a nawet portale, pilastry i kolumny. A wszystko to ozdobione meandrami, liśćmi akantu, wolimi oczkami, różami i kwiatowymi girlandami. Są też figurki: bożonarodze-niowa szopka i putta w najróżniejszych odmianach, a dla klientów o mniej duchowych, a bardziej cielesnych zainteresowaniach, wdzięczne akty. Za niewielką kwotę można stać się też właścicielem sporego popiersia. Najlepiej sprzedaje się Piłsudski, ale wzięcie mają również Hera i Apollo. Nie brakuje też antycznych filozofów. Sokrates i Platon, z właściwym sobie spokojem, spoglądają na przebierających w tym bogactwie klientów. Sklep i pracownię założył Czesław Śledzianowski. 

Po przeszło czterdziestu latach do firmy dołączył wnuk, Tomasz Strobel, obecny właściciel. 

“Początkowo sklep był wielobranżowy, malarsko-remontowo-sztukatorski. Można tu było nie tylko kupić, ale także wypożyczyć pędzle malarskie, głównie ławkowe i wałki deseniowe, kilkadziesiąt wzorów. Wałków już nie mam, kilkanaście lat temu wyszły z mody i przepadły. Żaluję, bo teraz moda na dekorowanie ścian wróciła i prawie co tydzień, ktoś o nie pyta. Dziadek wypożyczał też drabiny, niektóre nawet czterometrowe. Wiadomo, jak wysokie bywają mieszkania na Pradze.” Tomasz Strobel zaczął pracować u dziadka mając 17 lat. Z czasem zrezygnował z asortymentu malarsko-remontowego i postawił na sztukaterię. Z sukcesem. 

Ma teraz ponad 50 wzorów różnych elementów, głównie architektonicznych. Prawdziwą sztuką jest ich właściwe zastosowanie. Możliwości są olbrzymie. Umiejętnie zastosowane obniżą optycznie wysokość pomieszczenia. podzielą je, czy wyeksponują jego fragment. Wywołają efekt głębi. 

Sztukaterie wróciły do łask. Wykończone nimi wnętrza zyskują dziś nawet o 10-20% wyższą wartość na rynku nieruchomości. Trzeba jednak pamiętać, że przy takich dekoradach najważniejszą cnotą jest umiar, a nadmiar najcięższym grzechem. Kilka lat temu rekonstruowałem przedwojenne sztukaterie w Pijalni Czekolady Wedla przy Szpitalnej, są bardzo dyskretne. U mnie powstały sztukaterie do modnego ostatnio Klubu Foksal 19, wykonałem też sztukatorskie elementy zdobiące elewacje kamienic przy naszej ulicy, pod numerami 13 oraz 4. W niewielkim sklepie, na ścianie w kolorze czerwonego wina, wiszą okrągłe, białe rozety. Od prostych, prawie gładkich, po bogato rzeźbione. Największa ma średnicę 73 centymetrów i waży ponad 10 kilogramów. 

Modele sztukatorskie wykonuje się techniką rzeźbiarską, z gliny lub innego plastycznego materiału. Na tym etapie mistrz sztukatorski musi wykazać się więc zdolnościami rzeźbiarskimi. Potem z silikonu tworzy się negatyw modeli, czyli formy i przez kilka godzin suszy w specjalnych piecach. Ostatnim etapem jest wykończenie powierzchni odlewu. Ręcznie retuszuje się niedoskonałości, potem utwarza i jeśli potrzeba, barwi na żądany przez klienta kolor.

Gotowe rozety, listwy, gzymsy przymocowane są do ścian za pomocą płynnego gipsu lub specjalnego kleju.

Przewiń do góry